Jan Plaskacz

Epitafium Jana Plaskacza

Jasiu.

Dr n.med. Jan Plaskacz — ortodonta.

Pierwszy raz z Jaskiem spotkałem się w latach 80-tych ubiegłego wieku. Był wtedy jedyny z Rzeszowa który wygrywał w narciarstwie alpejskim z chłopakami z Ustrzyk. Zmora dla nauczycieli. Dobre oceny i wiecznie zadowolony i uśmiechnięty. Nigdy nie dał się zamknąć w jakiekolwiek z góry narzucone przepisy, czy to w szkole czy w  sporcie, czy w czasie wolnym. Imprezy z Jaśkiem przeszły do legendy. Wieczna charyzma, ciągnął za sobą innych zarażając wszystkich hedonizmem. Złośliwi mówili że Jasiek nawet jak jest w toalecie to się cieszy. Wszystkie jego żarty to nie prymitywny rozbój czy drwina, ale pełna niedomówień autoironia, z inteligentnymi podtekstami. Organizowane przez niego „noce świętojańskie” na Wyspie Energetyka na Solinie to już teraz klasyka, która już się nie wróci. Imprezy organizowane od Bacówki pod Małą Rawką skąd rowerami do Polańczyka, potem ognisko, pieczenie świniaka, na następny dzień rejsy DZ-etą. Mimo gigantycznych ekscesów, nikt nie ucierpiał i z a każdym razem wracał do domu pełen przeżytych przygód autorstwa Jaśka. Od młodości gdzie należał do Rzeszowskiego Harcerskiego Klubu Narciarskiego nie odpuścił organizacji wypoczynku dla dzieci i młodzieży. Nie proponował na tych wyjazdach wspaniałych wygodnych hoteli, czy super wyżywienia, ale każdy z uczestników jechał tam dla osobowości Jaśka.

Na studiach we Wrocławiu los zetknął go z mentalnym bliźniakiem to jest z Wackiem Warzechą. Wspólna miłość do gór, nart zaowocowała powstaniem klubu Ski Elita, gdzie banda zapaleńców potrafiła pokazać co w górach jest najpiękniejsze. Tam też chodziło nie o warunki, czy jakiś super trening ale o atmosferę stworzoną przez Jaśka i Wacka.

Po studiach dr Plaskacz rozpoczął pracę lekarza dentysty. Stomatologia zachowawcza, gabinet, praca w Pogotowiu Stomatologicznym, wreszcie przygoda z chirurgią szczękowo-twarzową w szpitalu na Szopena. Do kanonu weszła historia z dyżurnym w Izbie Przyjęć i hasło „posuń się”.

Jasiek wiecznie uśmiechał się, i chyba stąd chęć pracy z uśmiechem. Ortodoncja to w końcu załatwianie pacjentom szerokiego, prawidłowego uśmiechu. Nikt nie miał tak perfekcyjnie zorganizowanego gabinetu jak Jasiek. Kilka foteli obsługiwanych przez jednego doktora i kilka asystentek w jednym czasie. Do tego uczciwa umowa podpisywana przed leczeniem, aby chory nie miał wątpliwości co do zakończenia postępowania. Dokumentacja fotograficzna i elektroniczna to też część jego pomysłu. Praca nie tylko dla kasy. W Prywatnej Praktyce zgromadził dane medyczne które pozwoliły mu obronić doktorat z ortodoncji. Nie była to praca doktorska „dla myszy”. Udowodnił na podstawie obserwacji swoich pacjentów pamięć kostną, która powoduje nawrót wady zgryzu w kilka lat po zakończonym leczeniu ortodontycznym. „Co Bóg stworzył krzywe, niech człowiek nie prostuje”. Nie można zapomnieć o pracy społecznej dla OIL w Rzeszowie, był zastępcą rzecznika odpowiedzialności zawodowej I działał w Komisjiu Sportu.

Rodzina. Myślę , że w sytuacji zagrożenia Jasiek walczyłby o nią do ostatniej kropli krwi co w końcu udowodnił w walce z chorobą. Najbardziej podoba mi się opowieść jak elegancką i śliczną narzeczoną (obecnie żoną) , którą ciągnął po śniegu po pas na weekend do Bacówki Pod Małą Rawką. Pojawiły się dzieci Madzia i Maciek. Sprzedał im w wychowaniu szacunek dla innych, poczucie humoru, miłość do gór, aktywność sportową. Nigdy praca, czy pasja nie powodowały zaniedbania rodziny. Nawet w chorobie w ostatnim roku nie odpuścił synowi rejsu, czy córce wyjazdu w Alpy. Do żony Agnieszki zawsze odnosił się z szacunkiem i miłością. Nie próbował nawet się jej przeciwstawić.

Dewizą Jaśka było człowieczeństwo na obraz i podobieństwo Boga. Czyli trójca: Rodzina, Praca, Pasja.

Praca nie może być pasją, pasja nie może zabierać ci rodziny jak i praca. Stąd fenomenalnie zorganizowane życie. Tak aby rano popływać na basenie, potem odwieść dzieci do Szkoły, bieganie lub rower, praca w gabinecie od 12.00, wieczorem kolacja z rodziną. Do tego środa gdzie cały był dla rodziny.

Pasją Jaśka był sport. Nie po to aby wygrywać, ale po to by dobrze się czuć. Do wszystkiego w sporcie podchodził profesjonalnie: pływanie, rower, narty, stąd krok do biegania i triatlon z ukoronowaniem czyli zawody Iron Man. Na nartach jeździłem zawsze ale to Jasiek pokazał mi jak wygląda trening i jak wygadają zawody. Nie zapomnę Mistrzostw Świata Lekarzy w Kronplatz, gdzie po zawodach ze zwieszona głową jechaliśmy na krzesełku do góry. Miejsca poza podium, a czasowo mimo 5 pozycji przepaść do czołówki. Na to Jasiek odezwał się Grzesiu nie martw się my chłopaki z Ustrzyk Dolnych i tak daleko zajechaliśmy w tych Alpach. To dało mi takiego kopa i motywacje , że w zeszłym roku wskoczyłem do  światowej czołówki lekarzy będąc dwa razy na podium. Kolejna historia to triatlon i przygotowanie. Gdzie Jasiek całe dwa lata podporządkował się rygorom treningu i diety. Zaliczył kilka maratonów biegowych i kilka Europejskich zawodów Iron Man w pełnym dystansie tj. 1500 m na otwartym akwenie, 150 km rowerem i potem maraton do przebiegnięcia, wszystka na raz w niecałe 11 godzin. Szacun.

Z tym też mam swoja historię, kiedy Jasiek dowiedział się, że startuje w Maratonie  rowerowym MTB pożyczył mi swój karbonowy rower. Po zawodach postanowiłem kupić taki. Ale cena odstraszała. Pytam się Jaśka czy warto wydać 3000 tysiące więcej tylko za 1,5 kg mniej roweru? Jasiek na to a kiedy chcesz używać takiej maszyny, widziałeś swój PESEL, lepiej nie będzie.

Na nieszczęście byłem tym który chorobę rozpoznał, i tym który nie zostawiał nadziei na wyleczenie i przeżycie. Rozwaliło mnie to jak Jasiek zapytał się ile mu jeszcze zostało, bo ma zobowiązania wobec rodziny i pacjentów. Jedynie wola walki i silny charakter pozwoliły na przeżycie z takim guzem 1,5 roku. A i decyzje w ostatnich dniach pokazały jego ducha silniejszego od materii.

Na koniec sędziowie niebiescy w czwartek rano otwarli mu fotocelę do ostatniego wyścigu, wyścigu do wieczności.

Wierzę że tam szykuje piękny dom dla rodziny, dla przyjaciół ognisko, stoki szerokie i strome jakich tu nie ma na ziemi, i uśmiech bez wad dla swoich pacjentów.

Podoba Ci się to, co czytasz? Zapisz się do naszego newslettera i jako pierwszy dowiaduj się o zawodach i innych wydarzeniach:

Udostępnij ten artykuł

0
    0
    Twój Koszyk
    Twój koszyk jest pusty.